17/2017

Natalia Fiedorczuk “Jak pokochać centra handlowe”

Mnóstwo, mnóstwo przemyśleń. Spisuję w punktach, z notatek, na gorąco, bo inaczej nigdy się do tego nie zabiorę:

  • W zderzeniu z bezdennym zgorzknieniem w tych tematach ziejącym z tekstu, czuję ogromną wdzięczność za moje porody, historie karmienia piersią. Nie bezproblemowe, ale piękne, naturalne, dobre. Za moją wiedzę, zdobytą dzięki wielu  wspaniałym osobom, które znalazły się w moim otoczeniu. Czuję żal, że nie jest to doświadczeniem wszystkich czy choćby większości matek. Że tak wiele z nich srogo zawiedzie się na zaufaniu pokładanym w personelu szpitalnym, opowieściach własnych matek, przyjaciółkach z traumatycznymi przejściami.
  • Wstrząsające (położne! o matko!), dramatycznie prawdziwe i odarte ze wszelkich drobinek lukru (np. o ciele, o dniu z niemowlęciem), przerażające. Studium doświadczenia matki, balansującego na granicy depresji – gdzie jest ta granica? Które przeżycia są “normalne”, a które “chore”? Tego nie wiadomo… Każda z nas decyduje sama dla siebie.
  • Przywodzi na myśl Rachel Cusk
  • Świetnie napisane
  • OGROM SAMOTNOŚCI, braku wsparcia, niewiedzy “specjalistów” (psychiatra, otoczenie doradzające w sprawie karmienia piersią), przeszkód, wykluczenia (przeszkody architektoniczne, nuda tego samego co zawsze parku, dramatyczne próby wyrwania się, zmiany otoczenia)
  • Paradoksalnie, ta książka oferuje ulgę… “Nie tylko ja skrywam piskliwą, paniczną frustrację pod głosem wystudiowanym u Juula i Faber&Mazlish”…
  • KTOŚ MNIE ROZUMIE – bo choć Lucyna Nowak nie jest Natalią Fiedorczuk, to jednak autorka musiała tam być, żeby tak dobrze to opisać. Nikt do tej pory nie zrobił tego tak celnie, a przynajmniej nie tam, gdzie ja czytałam.
  • Miejscami hipnotyczno-niepokojące wrażenie, jakbym czytała kartkę z własnego pamiętnika, zapisaną ręką kogoś innego…
  • Znam matki, które patrzą, widzą i czują inaczej. Ale ja czuję wiele bardzo podobnie do bohaterki.
  • Wiele rzeczy aż zabawnie i do przesady kropka w kropkę jak u mnie (nastoletnie zakochania i składanki z Anitą Lipnicką, druga ciąża ukrywana w pracy z powodu umowy śmieciowej…). Inne inaczej, bardzo lub trochę.
  • Gdybym nie zmusiła się do odłożenia książki ze względu na nieprzyzwoitą godzinę, połknęłabym ją na raz! A tak zrobiłam to w dwa dni
  • Genialny styl! Mój ulubiony! Jednocześnie boleśnie realistyczny, przyziemny i poetycki, “odleciany” -> nieoczywiste, genialne środki stylistyczne, pokrewne np. Masłowskiej. Nieco strumień świadomości, bardzo emocjonalny język
  • Warszawa ❤ Te wszystkie miejsca, drogi, billboardy i reklamy, które tak dobrze znam!
  • Posłowie zawiera uwagę o rodzicielstwie bliskości, z którą zgadzam się tylko częściowo, jeśli dotyczyłaby bezmyślnych fanatyków… Uwagę, która jest często powtarzana, a moim zdaniem pokazuje niezrozumienie założeń, czyli “RB wymaga ogromnego poświęcenia i znacznie więcej wysiłku niż tradycyjne wychowanie”.
  • Z jedną uwagą z posłowia się jednak bardzo zgadzam:

    “Łatwiej jednak coś nieakceptowanego zamienić w chorobę, w coś do przeleczenia, niczym zepsuty ząb, wymagający farmakologicznej plomby. Trudniej jednak macierzyński kryzys, którego doświadcza wcale nie marginalna część kobiet-matek, przyjąć jako naturalny, możliwy scenariusz, równie naturalny jak naturalne karmienie czy naturalny poród.”

    Tak, jak pisałam wyżej… granicę między normalnością a chorobą każda z nas musi znaleźć sama.

16/2017

Olga Tokarczuk “Prawiek i inne czasy”

IMG_8327

Filozoficzna, niełatwa. Poszarpana, dziwna, magiczna, niepokojąca. Zwykłość niezwykłość. Baśniowość realizm. Symbolizm, drugie dno, prostota, płaskość. Bezdenne, przenikliwe przygnębienie. Przemijanie.

Trudna, niewakacyjna lektura. Ale nie żałuję.

15/2017

Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz “Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy”

IMG_8226

Przenosi w inny świat. Piękny świat uczucia, brzydki świat głębokiego PRLu. Zabawny świat wymyślonych adoratorów, listów do kota, zbierania gadżetów z małpą i smutno-poważny świat chorób, sanatorium o wojskowym drylu, rozłąki.

Zawsze mi bliski, znany z poezji sposób widzenia świata Szymborskiej tu zyskuje nową wyrazistość, szczegółowość. I nic a nic nie traci.

Wręcz dramatycznie obrazuje, co straciliśmy, zastępując listy, pocztówki i niełatwo osiągalne międzymiastowe e-mailami, smsami i komórami zawsze w kieszeni… a zdaje się, że straciliśmy dużo. Tak przynajmniej widzę to ja – a mnie zawsze mówiono, że urodziłam się “nie w tej epoce”.

14/2017

J.K. Rowling etc. “Harry Potter i przeklęte dziecko”

IMG_8128.JPG

Szczerze mówiąc, założyłam z góry (i trzymało się to przez pierwsze kilka stron), że to jakaś podróba, że do pięt nie dorasta, że to przecież same dialogi niemalże, więc nie może to być wciągające na tyle, żeby być godnym następcą “prawdziwych” Harry Potterów…

Przeczytałam książkę w nieco ponad dwa dni. Kiedy zmusiłam się do odłożenia jej na szafkę nocną nad ranem, przez resztę nocy śniły mi się postaci i wydarzenia z książki. Budziłam się na karmienie i zastanawiałam, jak to się dalej potoczy…

Chyba jest dobra, a przynajmniej podtrzymuje uzależnienie 😉 i po pierwszych kilku stronach przyzwyczajania się, formuła dramatu/scenariusza przestaje przeszkadzać.

13/2017

Agnieszka Stein “Dziecko z bliska idzie w świat”

FullSizeRender

No, Agnieszka to Agnieszka 🙂

Co tu dużo mówić – dobrze, żeby przeczytał to każdy rodzic dziecka w tak zwanym wieku szkolnym lub nawet wcześniej. Podnosi na duchu, nie beszta, nie moralizuje, nie wymaga bycia idealnym, nie każe wprowadzać żadnych magicznych technik. Nie powiedziałabym, że zgadzam się z każdym słowem, ale była to dla mnie lektura pełna inspiracji i wsparcia, trochę uspokajająca w moich codziennych rodzicielskich wysiłkach. Ukłucia poczucia winy były dla mnie nieuniknione ze względu na moją konstrukcję, jednak nie były dotkliwe tak, jak potrafią być przy nieco mniej wyrozumiałych, empatycznych autorach. I, jak zwykle, natrafiłam na wiele miejsc, w których czułam, jak bardzo “to o mnie!”, “to o Stasiu!”, “no właśnie!”.

Nihil novi – godne polecenia, i już.

12/2017

“Food Pharmacy” Lina Nertby Aurell, Mia Clase

IMG_7945

Taką oto książkę dostałam jako drugą w ramach wspomnianej fejsbukowej zabawy. I bardzo dobrze, że ją dostałam – sama bym nigdy po nią nie sięgnęła! Nie to, że coś jest z nią nie tak – ja po prostu od dawna nie czytam o dietach i jedzeniu. Tak zdecydowałam, zdobywszy uprzednio sporą wiedzę w tym temacie oraz mając i tak spory kontakt z tematem przez mój szeroko pojęty krąg towarzyski (pozdrawiam wszystkie moje kochane ekoświrki, weganki, dietetyczki i Kasię 🙂 ). Wywołuje to we mnie niepotrzebny dodatek do i tak na co dzień zbyt wybujałego poczucia winy i porażki… Robię tyle, ile daję radę w zakresie zdrowego odżywiania się mojej rodziny i nie zawracam sobie głowy niedoskonałościami (sweet weekend….płatki śniadaniowe….i takie tam).

No, ale skoro ktoś zdecydował, że właśnie ta książka jest tak ważna, żeby się ze mną nią podzielić, to nie mogłam jej nie przeczytać. I nie rozczarowałam się!

Po pierwsze – pięknie wydana. Pięknie!

Po drugie – fajnie, lekko napisana (czasem warto przymknąć oko na nieudany żart). Bez tak zwanej spiny, bardzo ludzko podchodzi do tematu diety, odżywiania. Łączy skomplikowane wyjaśnienia naukowe z podejściem przyziemnym, życiowym, realistycznym, bez łudzenia się i zmuszania kogokolwiek do natychmiastowej zmiany przyzwyczajeń. Autorki np. sugerują wprowadzenie tylko wybranych zaleceń do swojego życia albo wprowadzenie wszystkich, ale tylko dwa dni w tygodniu itp.

Po trzecie – ciekawie było wreszcie poczytać o słynnej diecie przeciwzapalnej. Brzmi przekonująco, jednak “nie kupiłam jej” w 100% z różnych powodów (wśród których z pewnością jest też kategoryczne bronienie się mojej głowy przed podjęciem prób zrezygnowania z pieczywa, makaronu, ryżu itd…).

Po czwarte – dobry motywator i przypominacz o zdrowych nawykach, które czasem umykają mi w życiu codziennym. To odświeżające, raz na jakiś czas dostać nowego kopa do wyciskania tego soku z cytryny rano, zdobycia się na niekupienie jakiegoś słodycza, poszukiwań smacznego jedzenia bezcukrowego i wegańskiego…

Po piąte – garść świetnych przepisów (zilustrowanych jeszcze świetniejszymi zdjęciami). I garść tych, których najprawdopodobniej nigdy nie wykorzystam (jak np. shot codzienny z wody i kilku łyżeczek różnych przypraw). Ale granolę z kaszą gryczaną zrobiłam i prawie codziennie przygotowuję wariację zielonego smoothie.

Dobra lektura, z której można wyciągnąć coś dla siebie, niekoniecznie traktując ją jak biblię diety przeciwzapalnej na zasadzie “wszystko albo nic”. Godna polecenia.

11/2017

“Tajemna historia” Donna Tartt

To pierwsza z książek, które dostałam dzięki “łańcuszkowi” przesyłania nieznajomym osobom swoich ulubionych lektur. Kiedy zaczynałam ją czytać, to właśnie najbardziej mnie pociągało – nie miałam pojęcia jaka jest ta książka, wiedziałam tylko, że dla kogoś jest na tyle ważna, że postanowił się tym ze mną podzielić…

To pozycja nie z tej ziemi – nie przypomina żadnej książki, jaką przeczytałam do tej pory! Niezwykła narracja, hipnotyzująca fabuła i przenikający każde słowo pewien specyficzny chłód, niepokój czy też smutek, jak stwierdziła osoba, która obdarowała mnie tą książką. To nie jest łatwa lektura, ale z pewnością warta poświęconego jej czasu. I smaczek dla miłośników języka – genialne studium procesu zmiany języka polskiego (oraz rzeczywistości) od 1994 roku (wtedy książka została wydana w Polsce) do dzisiaj. Godne polecenia!