3/2016

“Jeszcze dzisiaj nie usiadłam” Agnieszka Drotkiewicz

IMG_4300

Długo siadałam (nomen omen) do tej recenzji, ponieważ dotyczy pierwszej od dawna książki według mnie bardzo nierównej, trudnej do oceny. Jest to zbiór dziesięciu wywiadów Agnieszki Drotkiewicz. Z jednej strony, mogę szczerze powiedzieć, że książka ta mnie wzbogaciła, a część rozmów zrobiła na mnie duże wrażenie; jednocześnie, jest ona miejscami nieznośnie pretensjonalna i irytująca.

Wstęp i pytania autorki w początkowych wywiadach epatują wydumaną, ostentacyjną niby-głębią przekazu i “filozoficznością”. Dalej raczej nie robi się lepiej, lecz wytrwały czytelnik przyzwyczaja się do stylu zadawania pytań, a nawet jest w stanie przełknąć przerywanie rozmówcom i chwilami natrętne wtrącenia dziennikarki, ponieważ bohaterowie mają istotnie ciekawe rzeczy do powiedzenia. Jedynie aż do śmieszności pretensjonalne “jak żyć?”, stawiane przed każdym z nich, nie przestało mnie razić aż do końca.

Autorka wpadła w jeszcze jedną pułapkę: ewidentnie starała się być jednocześnie wyrazista i przezroczysta, co naturalnie jest z góry skazane na porażkę. Poskutkowało to z jednej strony momentami żenującym przeintelektualizowaniem (à la złote myśli, na przykład: “kobieta, która nie akceptuje siebie, nie może ugotować nic dobrego”), natomiast z drugiej – podejrzaną a wszechobecną zgodnością poglądów autorki z opiniami jej rozmówców. W pewnym momencie miałam wrażenie, że Drotkiewicz zdążyła już gorliwie przytaknąć przynajmniej kilkukrotnie sprzecznym ze sobą zdaniom.

Dwie z bohaterek porządnie mnie zirytowały. Występująca niemal na początku rozmowa z Moniką Richardson wpędziła mnie aż w skrępowanie, tak dalece jest ekshibicjonistyczna emocjonalnie, neurotyczna, pełna megalomanii i w pewnym sensie niesmaczna. W chwili przeprowadzania wywiadu Richardson była jeszcze żoną mężczyzny o tym samym nazwisku. Takie słowa przeczytałam w książce: “Oczywiście po jedenastu latach związku jest się już inaczej z mężczyzną i ten mężczyzna zaczyna gdzieś mierzić, a także ja sama zaczynam siebie mierzić w tym związku […]. Ale wiem, że gdyby, odpukać, cokolwiek się stało, to ja nie byłabym długo sama”. Być może jestem niedzisiejsza, ale to dla mnie przekracza granice dobrego smaku i kultury osobistej. Ostatnia bohaterka, Agnieszka Kozak, nadużywa za to kalk językowych z angielskiego w ewidentnie celowy, wystudiowany, przesadzony sposób (“ja jestem o przyjemności”, “Nowy Jork jest o ludziach” jako przełożenie angielskiego sformułowania “I’m about… / New York is about…”), w co drugim zdaniu naigrawa się z tych dzieciaków: “[…] podejrzewam, że na tyle okrzepłam, że wolę wydać pieniądze na butelkę wina i chwilę przyjemności w restauracji niż na to, na co wydają pieniądze te dzieciaki, które będą ślęczały nad jedną latte szesnaście godzin, ale za to będą dobrze wyglądały”. Według mnie jednak wszystko na nic, i tak w ostatecznym rozrachunku Kozak prezentuje się “lansiarsko” i przegadanie, dokładnie jak te dzieciaki, od których tak bardzo chce się odciąć. Dodajmy, że owa bohaterka ma na oko maksymalnie czterdzieści lat, więc komentarze te wypadają wręcz groteskowo.

Mimo wszystko jednak nie żałuję, że poświęciłam swój czas tej pozycji. Jak zwykle genialna Masłowska (“W taki dość naiwny sposób broniłam się przed zbyt szybkim ześlizgnięciem się w mieszczaństwo, w spacyfikowanie […]. Czułam, że ten łosoś i puder Lancôme będą jak wiadro makaronu, że zrobią mnie senną i odbiorą mi prawo do mojej jedynej energii artystycznej […] spod szyldu nie! nie! nie!”), bezlitośnie prawdziwa Chutnik (“Po prostu miałam tyle jazd mamowych, że doskonale mogę te kobiety zrozumieć […]. Nie chodzi mi o takie gadanie o empatii, czy też o grupę wsparcia […], ale jak one mi mówią ja już, kurwa, nie mogę, to ja wiem, co to znaczy, ja to znam od podszewki. Zresztą większość mam zna to sformułowanie od podszewki”], refleksyjny Sulima, niezwykła Wieleżyńska, frapujący Kerski – ci państwo wspólnie ratują wrażenie, które pozostaje po przeczytaniu książki. Bo, cóż, na pewno nie przechodzi się obok tej lektury obojętnie.

PS Tytuł jest wybitnie bez sensu (występuje ten tekst w książce, ale nijak nie umiem go potraktować jako motywu przewodniego, bo po prostu dla mnie nim nie jest). Ale to drobnostka… Być może ograniczająca sprzedaż lub omijająca grupę docelową, ale to już nie moje zmartwienie.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s