11/2018

Helen Fielding „Dziennik Bridget Jones. Dziecko”

B2596194-1E7E-4082-86C5-D3D172D08B2F

Zakup pod tytułem „brakuje mi paru złotych do darmowej dostawy” czy też „za dychę?! Dobra!” 🙂 Wszyscy wiedzą, „z czym się je” Bridget Jones. Tak, jest przerysowana. Tak, jest banalna, groteskowa, irytująca. Tak, przeleciałam w półtora dnia z trójką dzieci i pakowaniem się na wyjazd.

Ale! Hmm… nadeszło zaskoczenie. Bridget jakoś pomaga poczuć się lepiej ze sobą, a te wszystkie ultraprzerysowane dylematy i rozkminy mają w sobie głęboko ziarno życiowości. Dowcip może nie najwyższych lotów, ale doprawiony bardzo serio wiecznymi – oj, znajomymi – zmaganiami z poczuciem bycia niewystarczająco dobrą, wiecznie oceniającą samą siebie i wystawiającą się na ocenę. Ogromny plus dla autorki za ugryzienie tematu poczucia własnej wartości i asertywności kobiet (tata Bridget jest w ogóle świetną postacią, nie tylko dzięki temu, że namawia ją do powiedzenia stanowczego „nie i już” wszystkim dookoła, którzy wiecznie czegoś od Bridget chcą).

No i, zaskakująco nawet dla mnie samej, wzrusz – na przykład kiedy Mark Darcy (ech, Mark…) mówi w taksówce do Bridget dokładnie to, co każda z nas chciałaby usłyszeć w takiej sytuacji:

„Nawet, jeśli to dziecko Daniela, nadal chcę być jego ojcem”.

(tak, oczywiście osią książki jest to, że Bridget nie wie, z którym jest w ciąży).

Czytałam dla rozrywki i lekkości. Nie zawiodłam się, a nawet pozytywnie zaskoczyłam.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s